A teraz nie przedłużając prezentuje wam rozdział Pierwszy po modywikacjach. Pozdrawiam Villemo
p.s. Mam nadzieję że się wam spodoba:)
p.s2 Jeśli czytasz proszę skrobnij komentarz.
Hermiona Granger
uważała, że ma stosunkowo udane życie. Spełniła swoje marzenia i po ukończeniu
Hogwartu z samymi wybitnymi na świadecwie podjęła pracę w Ministerstwie Magii
na stanowisku sekretarza w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
Mimo upływu lat
wciąż przyjaźniła się z Harrym Potterem, obecnie szefem Biura Aurorów, oraz
byłym chłopakiem Ronem Weasleyem. Po ukończeniu Hogwartu wraz z Ronem udała się
w podróż do Australii w celu odnalezienia rodziców. Po wielu trudach, gdzie nie
raz już wątpiła w sukces poszukiwań, wspierana przez Rona odnalazła rodzinę a
także udało jej się cofnąć zaklęcie. Państwo Granger po początkowej złości na
córkę, zrozumieli i wybaczyli jej użycie zaklęcia bez ich wiedzy. Postanowili
wrócić wraz z córką do Londynu, a otwarty w Brisbank gabinet dentystyczny nadal
prowadzić. Jednak po roku bycia z Wesleym oboje doszli do wniosku, że się
kochają jedynie jak przyjaciele. Brakowało między nimi tej iskry, tej chemii
tak potrzebnej do budowania szczęśliwego związku. Rudzielec kilka tygodni po
rozstaniu zaczął spotykać się z Susane Bones- puchonką z ich rocznika.
Natomiast Hermiona skupiła się na pracy, poświęcając się jej bez reszty.
Oczywiście po cichu marząc o tym że się zakocha i że założy rodzinę.
Po pokonaniu Voldemorta
cała trójka została uhonorowana medalem Merlina Pierwszej Klasy a także nagrodą
pieniężną. Harry, który znał ciężką sytuację finansową Wesleyów i panny Granger
podzielił swoją część na dwójkę przyjaciół.
Hermiona postanowiła część swoich pieniędzy odłożyć w skrytce Gringotta.
Po wielu miesiącach wyrzeczeń i rzetelnego odkładania każdego grosza kupiła
wymarzony dom na przedmieściach Londynu.
Dom był nieduży
przestronny, zawierał dwie sypialnie, gabinet z małą biblioteczką, łazienkę i
salon urządzony w jasnych kolorach. Jego największym atutem był spory ogród, w
którym rosły smukłe brzozy i do którego wychodziło się z salonu.
Młoda
kobieta skoro świt poderwała się z
łóżka, przeszła do jasnej, przestronnej łazienki , aby przygotować się do
pracy. Po rześkim prysznicu, założyła grafitowy kostium składający się z
wąskiej ołówkowej spódnicy, białej jedwabnej bluzki oraz dopasowanego żakietu.
Niesforne kasztanowe loki, za pomocą różdżki
ułożyła w klasycznego koka.
Następnie zeszła na dół, przygotować śniadanie.
Hermiona
rozejrzała się po ulubionym pomieszczeniu w całym domu. Kuchnia była przestronna nowoczesna, urządzona w
bieli i błękicie. Zawierała też wysepkę, na której często przygotowywała
posiłki. Niewielki dębowy stół, przy którym spożywała śniadanie wypatrzyła na
pchlim targu.
-Strasznie
tu pusto, może czas sprawić sobie jakiego zwierzaka? - głośno myślała
wpspominając ukochanego kota- Krzywołapa, który zdechł niedawno ze starości a
ona wcześniej nawet nie myślała o innym towarzyszu. Nawet w tak niewielkim domu
można czuć się samotnym. i własnie jej Hermiona teraz doświadczała. Po
oderwaniu się od ponurych myśli, kobieta spojrzała na zegarek w kuchni, który wskazywał godzinę szóstą
trzydzieści. Poderwała się od stołu. Za pomocą różdżki uprzątnęła resztki
posiłku a swoje kroki skierowała do gabinetu, w którym miała nadzieję odnaleźć
teczkę z potrzebnymi jej dokumentami. W pośpiechu przeszła do salonu. W
pomieszczeniu od razu w oczy rzucał się dość duży kominek, który był między
innymi środkiem jej transportu. Tak jak teraz nabrała garść proszka Fiuu, a
następnie wykrzykując pełną nawę Ministerstwa przeniosła się do Atrium Ministerstwa Magii. Przechodząc obok
Fontanny Zwycięzców skręciła w prawo podążając w kierunku swojego gabinetu.
Spojrzała na delikatny zegarek-prezent od rodziców, który dostała na
zakończenie nauki w Hogwarcie, który wskazywał szóstą czterdzieści.
-Uff wciąż mam
czas, na przygotowanie się do dzisiejszej narady- przemknęło jej na myśl
Podeszła do drzwi
gabinetu, uśmiechnęła się do swojej asystentki Grace, starszej kobiety. Po
krótkiej pogawędce, przejżeniu porannej poczty poprosiła o kubek herbaty
miętowej. Ściągnęła liczne zaklęcia ochronne i przeszła do swojego gabinetu
znajdującego się na drugim piętrze, skąd rozpościerał się widok na Tamizę i
błyszczące w oddali London Eye. Usiadła przy mahoniowym biurku i zaczęła
porządkować przyniesione ze sobą dokumenty. W międzyczasie Grace podała jej
kubek herbaty.
Hermiona będąc skoncentrowaną na trudnym
zagadnieniu nawet nie zauważyła upływającego czasu.
- Hermiona-W pewnym
momencie rozległ się donośny męski głos, dobiegający z lustra zawieszonego na
wprost biurka. Kobieta nawet nie podniosła głowy znad dokumentu, który właśnie
studiowała.
-Hermiono, ponownie
zawołał glos tym razem głośniej, na co dziewczyna przestraszona poderwała głowę
i spojrzała w kierunku lustra. Było duże owalne z pozłacaną ramą i ukazywało
czarnoskórego mężczyznę z małym złotym kolczykiem w uchu. Był to Minister Magii
Kingsley Shacklebolt-prywatnie jej przyjaciel.
Hermiona się
zmieszała, rzadko się zdarzało żeby gdzieś się spóźniała, a jeszcze nigdy nie
zdarzyło się żeby spóźniła się na spotkanie z Ministrem Magii. Poderwała się od
biurka i szybkim krokiem podeszła do lustra, by następnie poprzez tafle
przenieść się do jego gabinetu.
-Przepraszam Cię
Kingsley, zupełnie straciłam poczucie czasu. Właśnie przeglądałam dokumenty
dotyczące tego nowo powstałego sierocińca na Pokątnej. Melodyjny głos rozniósł
się po gabinecie.
-Hermiono nic się
nie stało. A teraz przedstaw jak się sprawy z tym sierocińcem mają. Na te słowa
młoda kobieta delikatnie się uśmiechnęła i rozpoczęła swoją prezentację. Po
czterdziestu minutach wspólnie ustalili szczegółowy plan nadzoru nad
sierocińcem i wyznaczyli osobę, która zajmie się tym projektem. -A teraz, moja
droga chciałbym się Ciebie zapytać jak posuwają się pracę nad nowelizacją
ustawy na temat zwiększenia uprawnień Czarodziejskiej Policji?-Poruszając ten
temat Shacklebolt spoważniał.
-Obecnie pracuje
wraz z Percym Weasleyem nad pozwoleniem na transportowanie młodocianych
przestępców. Hermiona po krótce tym razem streściła swoją pracę.
Jeszcze przez
kilkanaście minut poruszali mniej ważne tematy dotyczące działalności całego
departamentu. Zarówno oboje byli zadowoleni z postępu prac. Po zakończonym
spotkaniu panna Granger udała się na szybki lunch, a następnie powróciła do
swojego gabinetu gdzie spowrotem zagrzebała się w dokumentach dotyczących
sierocińca.
Tymczasem w
innej części Londynu:
Blask słońca skradał się po wnętrzu sypialni.
Była ogromna, eskluzywnie urządzona, po środku królowało ogromne łoże w którym
ktoś spał.
Młody mężczyzna o ciele jakby je sam Michał
Anioł dłutem wyrzeźbił, spał snem spokojnym. Po chwili można było usłyszeć
delikatne dzwoneczki, a mężczyzna otworzył oczy. Los był wyjątkowo łaskawy dla
Dracona Lucjusza Malfoya- bo to właśnie nim był tajemniczy mężczyzna. Po
porażce Voldermorta i procesie Wizengamotu w trakcie którego zapadł wyrok
uniewiniający jego i matkę- Narcyzę rozpoczął nowe życie. Miał pełną świadomość
że wolność zawdzięcza zeznaniom słynnego Harrego Pottera czy też jak go nazywał
Głupottera. Całkowicie odciął się od ojca który został skazany na dożywocie w
Azkabanie i wyparł się jego nauk. Ukończył jako jeden z nielicznych Hogwart,
gdzie mimo wielu nieprzychylnych spojrzeń i agresywnej postawy większosci
uczniów zaszył się po wojnie. Starał się jak najbardziej odpokutować swoje winy
bo mimo uniewinnienia czuł, że nowe życie nie może zostać budowane na
kłamstwie. Zdał też na Mugolski Uniwersytet w celu bliżeszgo poznania zwyczaii
zwykłych niemagicznych ludzi. Obecnie od roku prowadził pierwszy magiczny
gabinet terapii psychologicznej, po którym Draco Malfloy został magistrem
psychologii ze specjalizacja "psychologia dziecięca".
No i dalej
pozostawał najbardziej pożądanym kawalerem magicznego świata według magazynu
"Czarownica". Co wieczór inna kobieta towarzyszyła mu na bankietach,
premierach teatralnych czy też kolacjach. Blondynki, brunetki czy rude nie
miało to dla niego większego znaczenia. Żadna z nich nie mogła liczyć że
rozgrzeje lodowe serce blondyna.
Tego ranka
leniwie podniósł się z łóżka obwiązując się w pasie satynowym prześcieradłem,
skierował się do łazienki w której panował przepych. Wziął szybki prysznic,
przebrał się w szare spodnie od garnituru
i granatowy sweter który jeszcze bardziej uwydatnił kolor jego oczu. Następnie
skierował się do ogromnej jadalni w której czekało na niego przygotowane
śniadanie oraz egzemplarz Proroka Codziennego.
Na pierwszej stronie widniało zdjęcie Hermiony Granger wraz z krzykliwym tytułem :
„DEPERTAMENT
PRZESTRZEGANIA PRAW CZARODZIEJI BUDUJE NOWY SIEROCINIEC ”
Draco
popijając mocne esspreso zagłębił się w
artykuł. Uśmiechając się ironicznie pod nosem, postanowił w najbliższym czasie złoży krótką wizytę pani
sekretarz.
Zbliżała się godzina osiemnasta, co
raz mniej osób przemykało się korytarzami ministerstwa, jej asystentka już
godzinę temu poszła do domu a Hermiona wciąż wertowała Dziennik ustaw z 1940r,
próbując wykluczyć wszelkie przeciwskazania do natychmiastowej adopcji sierot z
nowego sierocińca. Była sfrustrowana, gdyż wciąż napotykała nowe przeciwności.
Nie zauważyła jak w pewnym momencie na żerdzi stojącej w rogu pokoju,
przysiadła kremowa sowa. Była to płomykówka należąca do Ginny Potter- jej
przyjaciółki i żony Harrego. Sowa zahuczała donośnie oburzona ignorowaniem jej.
Kobieta zerwała się na nogi i podeszła do ptaka. Odwiązawszy list, przyczepiony
do nóżki, poczęstowała ją sowim przysmakiem i wodą, a następnie przeczytała
list.
Miona
Jeśli się
nie mylę wciąż jesteś w pracy, pewnie zapomniałaś o bożym świecie. A więc nie
chce słyszeć odmowy i zapraszam Cię dzisiaj do siebie na kolacje, urządzimy
sobie babski wieczór. Harry wyjechał na dwa dni, więc nie musisz się o niego
martwić. Do zobaczenia za chwilę
Całuję
Ginny.
Hermiona po przeczytaniu listu, rozejrzała się po gabinecie.
Przy pomocy różdżki uprzątnęła wszystkie dokumenty i skierowała się do drzwi.
Po opuszczeniu Ministerstwa teleportowała się pod dom
państwa Potter. Harry po wojnie i przymusowym uwięzieniu na Grimmauld Place nie
był w stanie tam zamieszkać, jednocześnie nie chciał sprzedawać tego domu.
Wiązało się z nim wiele wspomnień zarówno tych dobrych jak i tych ponurych.
Kupił, więc dom w dolinie Godryka, chciał żeby jego dzieci wychowywały się w
tej okolicy-tam gdzie jemu nie było to dane. Często samotnie odwiedzał groby
bliskich, gdzie spędzał wiele godzin na przemyśleniach. Ginny rozumiała tę
potrzebę, sama często teleportowała się na grób Freda. Tworzyli zgodne
małżeństwo. Snując te przemyślenia Hermiona sięgnęła ręką do kołatki w
kształcie gryfa.
-Raz Gryfon, zawsze Gryfon- cicho się zaśmiała i czekała na
otwarcie. Z głębi domu dało się słyszeć człapanie, po chwili drzwi stanęły
przed nią otworem.Za nimi w ukłonie stał Stworek- domowy skrzat rodzinny
Blacków czy teraz Harrego.
-Pani Hermiona, jak miło zapraszam-Stworek po wojnie był
bardzo dla niej miły-Panie oczekują w salonie.
Pospiesznie przekroczyła progi domu i po chwili poczuła jak
prześlizgują się po niej zaklęcia obronne. Harry obecnie, jako szef
Aurorów przejawiał daleko idącą
paranoję, jeśli chodziło o bezpieczeństwo jego bliskich. Z wąskiego
przedpokoju, w którym zostawiła płaszcz i torebkę, przeszła do rzęsiście oświetlonego
salonu. W którym to oczekiwały jej najlepsze przyjaciółki wspomniana już Ginny
oraz Luna Lovegood, przyszła pani Longbootom oraz Pansy Zabbini- żona Blaise.
Ta ostatnia była raczej bliższą przyjaciółką pani Potter niż Hermiony. Ich
przyjaźń była całkiem zaskakująca. Zaczęła się w czasie pogrzebu Freda, gdy
jedna opłakiwała brata a druga ukochanego. Bo wbrew pozorom Pansy Parkinson nie
kochała się bez opamiętania w Draco. Młody Malfoy to było tylko szczeniackie
zauroczenie. Na piątym roku w Hogwarcie była ślizgonka zakochała się w jednym z
bliźniaków- Fredzie. W tych ciężkich chwilach stanowiły pociechę dla siebie
nawzajem wręcz rozumiały się bez słów. To właśnie Ginny zwróciła uwagę, że
zawsze w pobliżu Pansy kręci się Blaise Zabbini. Ślizgon cierpliwie czekał i
zawsze był. Pani Potter zeswatała ich w trakcie swojego hucznego wesela.
-Miona, kochanie nareszcie dotarłaś. Ginny z lekką naganą w
głosie podeszła się przywitać.- Myślałam, że zrezygnujesz.
-Zrezygnować, chyba żartujesz tak bardzo już potrzebowałam
odskoczni od tej monotonii. Ciągle tylko praca, tyle jest jeszcze do zrobienia
w związku z sierocińcem- Hermiona westchnęła sfrustrowana.- Wciąż szukam
odpowiedniej osoby na stanowisko dyrektorki. To musi być osoba kompetetna która
jednocześnie te dzieciaki otoczy miłością i troską.
-To dlaczego nie zapytasz Molly Weasley? Któż inny będzie
lepszy? - delikatnie rozmarzony głos rozległ się w salonie. Luna jak zawsze
widziała pozytywne aspekty życia.
Na siódmym roku wszystkich zaskoczyła decydując się zdawać
Opiekę nad magicznymi stworzeniami. Rubeus Hagrid, gdy tylko się dowiedział, że
któryś z jego uczniów chce zdawać egzamin z jego przedmiotu zalał się łzami. To
zawsze było jego marzenie, chciał bardzo pomóc Lunie. Zrezygnował z poznawania
na jego lekcjach niebezpiecznych stworzeń w zamian za to przeprowadzał normalne
lekcje nie tylko dla rocznika Luny, ale dla pozostałych też. Wszyscy też byli
zaskoczeni jego ogromną wiedzą oraz zmianą, jaka nastąpiła w starym
nauczycielu. Luna zdobyła wybitny z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami i
została znaną w całym magicznym świecie badaczką magicznych stworzeń.
- Luna jesteś genialna, dlaczego sama nie pomyślałam o
Molly?- Hermiona nie mogła się nadziwić własnemu niedopatrzeniu- jutro z samego
rana do niej napisze. Dziękuje kochana.
Młode kobiety zasiadły do suto zastawionego stołu,
przedrzeźniając się i plotkując.
-Moje kochane, muszę was o czymś poinformować- powiedziała
Ginny z tajemniczą miną.
-Odchodzę z Harpii z Holyhead
-Ale jak to, przecież to kochasz?!-Pansy nie mogła uwierzyć
Tylko Hermiona nie opanowała zaskoczenie, uważnie przyjrzała
się przyjaciółce, której nie widziała od miesiąca. Zwróciła już wcześniej
uwagę, że jako jedyna do kolacji nie piła skrzaciego wina.
-Jesteś w ciąży?- Zadała to pytanie, chociaż raczej było to
stwierdzenie oczywistego faktu.
- Tak to początek trzeciego miesiąca-euforia aż biła z
postawy Ginny- Harry nie może już się doczekać, gdy się dowiedział nie mógł
uwierzyć. Że jak to w ciąży? Niby, kiedy? Przecież ja jestem za młody na bycie
ojcem jesteś pewna? - Dodała z przekąsem, świetnie udając głos swojego męża.
Przyjaciółki wybuchły zgodnym śmiechem i rzuciły się ściskać
i gratulować przyszłej mamie.
Hermiona cieszyła się wraz z przyjaciółką, tylko przez
chwilę poczuła bolesny uścisk w sercu, że ona też by chciała zostać matką.
Nawiązała z Ginny kontakt wzrokowy, ona jako jedyna ją rozumiała.
-Miona zgodzisz się zostać matką chrzestną naszego dziecka?
Wiem, że powinien być przy tym Harry, ale oboje uważamy, że gdyby nie Twoja pomoc
nigdy nie bylibyśmy razem.
Młodej kobiecie ze wzruszenia aż odjęło głos. Była w stanie
tylko skinąć głową na zgodę. Tym razem to młoda pani Potter rzuciła się na
szyję swojej przyjaciółce.
-Dziękuję Ci kochana, zawsze chciałam żebyś to Ty była matką
chrzestną naszego pierwszego dziecka. No dziewczyny a teraz powiedzcie, co u
was?–Ginny specjalnie odwróciła uwagę od przyjaciółki dając jej czas na
przywrócenie maski, pod która ukrywała emocję. Znała ją tak dobrze, chociaż nie
zawsze tak było, że Hermiona ukrywała emocję.
- To wojna, rozstanie z moim bratem i praca w ministerstwie
tak ją zmieniły-pomyślała gorzko- wciąż pamiętam, z jakim przyjęciem mówiła mi
o Krumie, gdy ten na czwartym roku zaprosił ją na bal Bożonarodzeniowy.
Porzucając te smutne refleksje Ginny dołączyła do rozmowy.
Po kilku godzinach wspólnego ucztowania Pansy i Luna
wspólnie zebrały się do domów. Hermiona została i pomogła uprzątnąć zmęczonej
Ginny stół.
-No kochana, to ja też już będę uciekać, widzę, że ledwo na
nogach stoisz. Hermiona zaczęła zbierać swoje rzeczy.
-O nie nie kochana zostajesz, nie chce być teraz sama-
szybko zaprotestowała Ginny wyginając usta w podkówkę- Chyba nie odmówisz
ciężarnej.
-I tu mnie masz- Hermiona się roześmiała. Za nic nie chce
mieć myszy w domu.
-Myszy?- zdziwiła się Ginny- Jakie myszy?
-Normalne to taki stary mugolski przesąd. Jeśli odmówisz
czegoś kobiecie w ciąży, może nasłać na Ciebie myszy- Z uśmiechem na ustach
Hermiona wytłumaczyła Ginny.
Zdecydowały, że będą spać w jednym łóżku jak za dawnych
czasów. W ciszy nocy rozległy się głosy szeptem prowadzonej rozmowy. Wiedziały,
że sobie mogły zdradzić wszystko, pani Potter zdradziła w końcu targające nią
wątpliwości czy poradzi sobie w roli matki. Tylko starsza przyjaciółka była w stanie
uspokoić młodą mamę i zapewnić, że świetnie poradzą sobie w tej roli.
-Hermiono a teraz mów o co chodzi, przecież widzę że coś
jest nie tak- Ginny surowo spojrzała na przyjaciółkę. Dziewczyna westchnęła nie
wiedziała od czego zacząć.
-Ginny, wiesz że ten sierociniec jest dla mnie bardzo ważny.
Wiesz jak wiele dzieci po wojnie straciło rodziców. Tak wiem że wraz z Harrym
pomagacie Andromedzie w wychowywaniu małego Teddy’ego. Ale co z dzieciakami
którzy nie mają nikogo? Jak wiele z tych maluchów trafiło do mugolskich
sierocińców. Czasami mam wrażenie że błądzę po omacku. Wciąż poszukuje oprócz
dyrektorki też dziecięcego psychologa, a
jedyna osoba która się do tego zgłosiła to Padma Patil. Nie mam nic
przeciwko ale to nie jest osoba której szukam. Nie brak jej kompetencji ale
jest przy tym taka oschła, to nie jest osobą którą bym zostawiła z grupką
maluchów. Hermiona westchnęła, dobrze było wyrzucić z siebie swoje obawy.
Oczywiście nie miała zamiaru się poddawać, to w ogóle nie wchodziło w rachubę.
-Miona a Ty? A Twoje
życie?- Ginny rozumiała przyjaciółkę
ale chciała żeby ta odnalazła w życiu szczęście.
-Kochana Ginny, miłość widocznie nie jest mi pisana, dam
radę. A właśnie miałam się zapytać udasz się ze mną na Pokątną? Chciałabym kupić jakiegoś zwierzaka. Po
chwili było już słychać jej spokojny oddech.
-Mama na pewno się zgodzi, pomóc Hermionie, po śmierci Freda
trochę zamknęła się w sobie. Terapeuta hmm- zgadzała się z opinią przyjaciółki
na temat Padmy. Ginny przytulona do śpiącej Hermiony intensywnie myślała. Zdaje
mi się, że chyba Pansy, kiedyś wspominała, że zna, jakiego dobrego terapeutę.
Będę musiała posłać jutro do niej sowę z tym pytaniem. Z gotowym planem w
głowie pani Potter ruszyła w ślady swojej przyjaciółki i spokojnie zasnęła.
Kiedy nowy rozdzial??
OdpowiedzUsuńPiszę. Trudno pogodzić pracę nauki angielskiego i wenę. Mam nadzieje że wciągu tygodnia dokończę. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz
Usuń