niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział Pierwszy- The beginning

Na początku chciałabym przede wszystkim podziękować mojej betcie-Kochana Wiedźmo,gdyby nie Twoja cierpliwośc i wyrozumiałość, to nie wiem czy wróciłabym do tego opowiadania. Po drugie chcę podziękować Patronusce i Pauli za motywację do publikacji. Kochane bardzo wam dziękuję.
A teraz nie przedłużając prezentuje wam rozdział Pierwszy po modywikacjach. Pozdrawiam Villemo
p.s. Mam nadzieję że się wam spodoba:)
p.s2 Jeśli czytasz proszę skrobnij komentarz.



Hermiona Granger uważała, że ma stosunkowo udane życie. Spełniła swoje marzenia i po ukończeniu Hogwartu z samymi wybitnymi na świadecwie podjęła pracę w Ministerstwie Magii na stanowisku sekretarza w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów.


Mimo upływu lat wciąż przyjaźniła się z Harrym Potterem, obecnie szefem Biura Aurorów, oraz byłym chłopakiem Ronem Weasleyem. Po ukończeniu Hogwartu wraz z Ronem udała się w podróż do Australii w celu odnalezienia rodziców. Po wielu trudach, gdzie nie raz już wątpiła w sukces poszukiwań, wspierana przez Rona odnalazła rodzinę a także udało jej się cofnąć zaklęcie. Państwo Granger po początkowej złości na córkę, zrozumieli i wybaczyli jej użycie zaklęcia bez ich wiedzy. Postanowili wrócić wraz z córką do Londynu, a otwarty w Brisbank gabinet dentystyczny nadal prowadzić. Jednak po roku bycia z Wesleym oboje doszli do wniosku, że się kochają jedynie jak przyjaciele. Brakowało między nimi tej iskry, tej chemii tak potrzebnej do budowania szczęśliwego związku. Rudzielec kilka tygodni po rozstaniu zaczął spotykać się z Susane Bones- puchonką z ich rocznika. Natomiast Hermiona skupiła się na pracy, poświęcając się jej bez reszty. Oczywiście po cichu marząc o tym że się zakocha i że założy rodzinę.


Po pokonaniu Voldemorta cała trójka została uhonorowana medalem Merlina Pierwszej Klasy a także nagrodą pieniężną. Harry, który znał ciężką sytuację finansową Wesleyów i panny Granger podzielił swoją część na dwójkę przyjaciół.  Hermiona postanowiła część swoich pieniędzy odłożyć w skrytce Gringotta. Po wielu miesiącach wyrzeczeń i rzetelnego odkładania każdego grosza kupiła wymarzony dom na przedmieściach Londynu.

Dom był nieduży przestronny, zawierał dwie sypialnie, gabinet z małą biblioteczką, łazienkę i salon urządzony w jasnych kolorach. Jego największym atutem był spory ogród, w którym rosły smukłe brzozy i do którego wychodziło się z salonu.

Młoda kobieta  skoro świt poderwała się z łóżka, przeszła do jasnej, przestronnej łazienki , aby przygotować się do pracy. Po rześkim prysznicu, założyła grafitowy kostium składający się z wąskiej ołówkowej spódnicy, białej jedwabnej bluzki oraz dopasowanego żakietu. Niesforne kasztanowe loki, za pomocą różdżki  ułożyła w klasycznego koka.  Następnie zeszła na dół, przygotować śniadanie.

Hermiona rozejrzała się po ulubionym pomieszczeniu w całym domu. Kuchnia była przestronna nowoczesna, urządzona w bieli i błękicie. Zawierała też wysepkę, na której często przygotowywała posiłki. Niewielki dębowy stół, przy którym spożywała śniadanie wypatrzyła na pchlim targu.

-Strasznie tu pusto, może czas sprawić sobie jakiego zwierzaka? - głośno myślała wpspominając ukochanego kota- Krzywołapa, który zdechł niedawno ze starości a ona wcześniej nawet nie myślała o innym towarzyszu. Nawet w tak niewielkim domu można czuć się samotnym. i własnie jej Hermiona teraz doświadczała. Po oderwaniu się od ponurych myśli, kobieta spojrzała na zegarek w kuchni, który wskazywał godzinę szóstą trzydzieści. Poderwała się od stołu. Za pomocą różdżki uprzątnęła resztki posiłku a swoje kroki skierowała do gabinetu, w którym miała nadzieję odnaleźć teczkę z potrzebnymi jej dokumentami. W pośpiechu przeszła do salonu. W pomieszczeniu od razu w oczy rzucał się dość duży kominek, który był między innymi środkiem jej transportu. Tak jak teraz nabrała garść proszka Fiuu, a następnie wykrzykując pełną nawę Ministerstwa przeniosła się do  Atrium Ministerstwa Magii. Przechodząc obok Fontanny Zwycięzców skręciła w prawo podążając w kierunku swojego gabinetu. Spojrzała na delikatny zegarek-prezent od rodziców, który dostała na zakończenie nauki w Hogwarcie, który wskazywał szóstą czterdzieści.

-Uff wciąż mam czas, na przygotowanie się do dzisiejszej narady- przemknęło jej na myśl

Podeszła do drzwi gabinetu, uśmiechnęła się do swojej asystentki Grace, starszej kobiety. Po krótkiej pogawędce, przejżeniu porannej poczty poprosiła o kubek herbaty miętowej. Ściągnęła liczne zaklęcia ochronne i przeszła do swojego gabinetu znajdującego się na drugim piętrze, skąd rozpościerał się widok na Tamizę i błyszczące w oddali London Eye. Usiadła przy mahoniowym biurku i zaczęła porządkować przyniesione ze sobą dokumenty. W międzyczasie Grace podała jej kubek herbaty.

Hermiona będąc skoncentrowaną na trudnym zagadnieniu nawet nie zauważyła upływającego czasu.

- Hermiona-W pewnym momencie rozległ się donośny męski głos, dobiegający z lustra zawieszonego na wprost biurka. Kobieta nawet nie podniosła głowy znad dokumentu, który właśnie studiowała.

-Hermiono, ponownie zawołał glos tym razem głośniej, na co dziewczyna przestraszona poderwała głowę i spojrzała w kierunku lustra. Było duże owalne z pozłacaną ramą i ukazywało czarnoskórego mężczyznę z małym złotym kolczykiem w uchu. Był to Minister Magii Kingsley Shacklebolt-prywatnie jej przyjaciel.

Hermiona się zmieszała, rzadko się zdarzało żeby gdzieś się spóźniała, a jeszcze nigdy nie zdarzyło się żeby spóźniła się na spotkanie z Ministrem Magii. Poderwała się od biurka i szybkim krokiem podeszła do lustra, by następnie poprzez tafle przenieść się do jego gabinetu.

-Przepraszam Cię Kingsley, zupełnie straciłam poczucie czasu. Właśnie przeglądałam dokumenty dotyczące tego nowo powstałego sierocińca na Pokątnej. Melodyjny głos rozniósł się po gabinecie.

-Hermiono nic się nie stało. A teraz przedstaw jak się sprawy z tym sierocińcem mają. Na te słowa młoda kobieta delikatnie się uśmiechnęła i rozpoczęła swoją prezentację. Po czterdziestu minutach wspólnie ustalili szczegółowy plan nadzoru nad sierocińcem i wyznaczyli osobę, która zajmie się tym projektem. -A teraz, moja droga chciałbym się Ciebie zapytać jak posuwają się pracę nad nowelizacją ustawy na temat zwiększenia uprawnień Czarodziejskiej Policji?-Poruszając ten temat Shacklebolt spoważniał.

-Obecnie pracuje wraz z Percym Weasleyem nad pozwoleniem na transportowanie młodocianych przestępców. Hermiona po krótce tym razem streściła swoją pracę.
Jeszcze przez kilkanaście minut poruszali mniej ważne tematy dotyczące działalności całego departamentu. Zarówno oboje byli zadowoleni z postępu prac. Po zakończonym spotkaniu panna Granger udała się na szybki lunch, a następnie powróciła do swojego gabinetu gdzie spowrotem zagrzebała się w dokumentach dotyczących sierocińca.

Tymczasem w innej części Londynu:

Blask słońca skradał się po wnętrzu sypialni. Była ogromna, eskluzywnie urządzona, po środku królowało ogromne łoże w którym ktoś spał.

Młody mężczyzna o ciele jakby je sam Michał Anioł dłutem wyrzeźbił, spał snem spokojnym. Po chwili można było usłyszeć delikatne dzwoneczki, a mężczyzna otworzył oczy. Los był wyjątkowo łaskawy dla Dracona Lucjusza Malfoya- bo to właśnie nim był tajemniczy mężczyzna. Po porażce Voldermorta i procesie Wizengamotu w trakcie którego zapadł wyrok uniewiniający jego i matkę- Narcyzę rozpoczął nowe życie. Miał pełną świadomość że wolność zawdzięcza zeznaniom słynnego Harrego Pottera czy też jak go nazywał Głupottera. Całkowicie odciął się od ojca który został skazany na dożywocie w Azkabanie i wyparł się jego nauk. Ukończył jako jeden z nielicznych Hogwart, gdzie mimo wielu nieprzychylnych spojrzeń i agresywnej postawy większosci uczniów zaszył się po wojnie. Starał się jak najbardziej odpokutować swoje winy bo mimo uniewinnienia czuł, że nowe życie nie może zostać budowane na kłamstwie. Zdał też na Mugolski Uniwersytet w celu bliżeszgo poznania zwyczaii zwykłych niemagicznych ludzi. Obecnie od roku prowadził pierwszy magiczny gabinet terapii psychologicznej, po którym Draco Malfloy został magistrem psychologii ze specjalizacja "psychologia dziecięca".

No i dalej pozostawał najbardziej pożądanym kawalerem magicznego świata według magazynu "Czarownica". Co wieczór inna kobieta towarzyszyła mu na bankietach, premierach teatralnych czy też kolacjach. Blondynki, brunetki czy rude nie miało to dla niego większego znaczenia. Żadna z nich nie mogła liczyć że rozgrzeje lodowe serce blondyna.

Tego ranka leniwie podniósł się z łóżka obwiązując się w pasie satynowym prześcieradłem, skierował się do łazienki w której panował przepych. Wziął szybki prysznic, przebrał się w  szare spodnie od garnituru i granatowy sweter który jeszcze bardziej uwydatnił kolor jego oczu. Następnie skierował się do ogromnej jadalni w której czekało na niego przygotowane śniadanie oraz egzemplarz Proroka Codziennego.  Na pierwszej stronie widniało zdjęcie Hermiony Granger  wraz z krzykliwym tytułem :

„DEPERTAMENT PRZESTRZEGANIA PRAW CZARODZIEJI BUDUJE NOWY SIEROCINIEC ”

Draco popijając mocne esspreso  zagłębił się w artykuł. Uśmiechając się ironicznie pod nosem, postanowił  w najbliższym czasie złoży krótką wizytę pani sekretarz.

 Zbliżała się godzina osiemnasta, co raz mniej osób przemykało się korytarzami ministerstwa, jej asystentka już godzinę temu poszła do domu a Hermiona wciąż wertowała Dziennik ustaw z 1940r, próbując wykluczyć wszelkie przeciwskazania do natychmiastowej adopcji sierot z nowego sierocińca. Była sfrustrowana, gdyż wciąż napotykała nowe przeciwności. Nie zauważyła jak w pewnym momencie na żerdzi stojącej w rogu pokoju, przysiadła kremowa sowa. Była to płomykówka należąca do Ginny Potter- jej przyjaciółki i żony Harrego. Sowa zahuczała donośnie oburzona ignorowaniem jej. Kobieta zerwała się na nogi i podeszła do ptaka. Odwiązawszy list, przyczepiony do nóżki, poczęstowała ją sowim przysmakiem i wodą, a następnie przeczytała list.

Miona
Jeśli się nie mylę wciąż jesteś w pracy, pewnie zapomniałaś o bożym świecie. A więc nie chce słyszeć odmowy i zapraszam Cię dzisiaj do siebie na kolacje, urządzimy sobie babski wieczór. Harry wyjechał na dwa dni, więc nie musisz się o niego martwić. Do zobaczenia za chwilę
Całuję Ginny.

Hermiona po przeczytaniu listu, rozejrzała się po gabinecie. Przy pomocy różdżki uprzątnęła wszystkie dokumenty i skierowała się do drzwi.

Po opuszczeniu Ministerstwa teleportowała się pod dom państwa Potter. Harry po wojnie i przymusowym uwięzieniu na Grimmauld Place nie był w stanie tam zamieszkać, jednocześnie nie chciał sprzedawać tego domu. Wiązało się z nim wiele wspomnień zarówno tych dobrych jak i tych ponurych. Kupił, więc dom w dolinie Godryka, chciał żeby jego dzieci wychowywały się w tej okolicy-tam gdzie jemu nie było to dane. Często samotnie odwiedzał groby bliskich, gdzie spędzał wiele godzin na przemyśleniach. Ginny rozumiała tę potrzebę, sama często teleportowała się na grób Freda. Tworzyli zgodne małżeństwo. Snując te przemyślenia Hermiona sięgnęła ręką do kołatki w kształcie gryfa.

-Raz Gryfon, zawsze Gryfon- cicho się zaśmiała i czekała na otwarcie. Z głębi domu dało się słyszeć człapanie, po chwili drzwi stanęły przed nią otworem.Za nimi w ukłonie stał Stworek- domowy skrzat rodzinny Blacków czy teraz Harrego.

-Pani Hermiona, jak miło zapraszam-Stworek po wojnie był bardzo dla niej miły-Panie oczekują w salonie.

Pospiesznie przekroczyła progi domu i po chwili poczuła jak prześlizgują się po niej zaklęcia obronne. Harry obecnie, jako szef Aurorów  przejawiał daleko idącą paranoję, jeśli chodziło o bezpieczeństwo jego bliskich. Z wąskiego przedpokoju, w którym zostawiła płaszcz i torebkę, przeszła do rzęsiście oświetlonego salonu. W którym to oczekiwały jej najlepsze przyjaciółki wspomniana już Ginny oraz Luna Lovegood, przyszła pani Longbootom oraz Pansy Zabbini- żona Blaise. Ta ostatnia była raczej bliższą przyjaciółką pani Potter niż Hermiony. Ich przyjaźń była całkiem zaskakująca. Zaczęła się w czasie pogrzebu Freda, gdy jedna opłakiwała brata a druga ukochanego. Bo wbrew pozorom Pansy Parkinson nie kochała się bez opamiętania w Draco. Młody Malfoy to było tylko szczeniackie zauroczenie. Na piątym roku w Hogwarcie była ślizgonka zakochała się w jednym z bliźniaków- Fredzie. W tych ciężkich chwilach stanowiły pociechę dla siebie nawzajem wręcz rozumiały się bez słów. To właśnie Ginny zwróciła uwagę, że zawsze w pobliżu Pansy kręci się Blaise Zabbini. Ślizgon cierpliwie czekał i zawsze był. Pani Potter zeswatała ich w trakcie swojego hucznego wesela.

-Miona, kochanie nareszcie dotarłaś. Ginny z lekką naganą w głosie podeszła się przywitać.- Myślałam, że zrezygnujesz.

-Zrezygnować, chyba żartujesz tak bardzo już potrzebowałam odskoczni od tej monotonii. Ciągle tylko praca, tyle jest jeszcze do zrobienia w związku z sierocińcem- Hermiona westchnęła sfrustrowana.- Wciąż szukam odpowiedniej osoby na stanowisko dyrektorki. To musi być osoba kompetetna która jednocześnie te dzieciaki otoczy miłością i troską.

-To dlaczego nie zapytasz Molly Weasley? Któż inny będzie lepszy? - delikatnie rozmarzony głos rozległ się w salonie. Luna jak zawsze widziała pozytywne aspekty życia.

Na siódmym roku wszystkich zaskoczyła decydując się zdawać Opiekę nad magicznymi stworzeniami. Rubeus Hagrid, gdy tylko się dowiedział, że któryś z jego uczniów chce zdawać egzamin z jego przedmiotu zalał się łzami. To zawsze było jego marzenie, chciał bardzo pomóc Lunie. Zrezygnował z poznawania na jego lekcjach niebezpiecznych stworzeń w zamian za to przeprowadzał normalne lekcje nie tylko dla rocznika Luny, ale dla pozostałych też. Wszyscy też byli zaskoczeni jego ogromną wiedzą oraz zmianą, jaka nastąpiła w starym nauczycielu. Luna zdobyła wybitny z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami i została znaną w całym magicznym świecie badaczką magicznych stworzeń.

- Luna jesteś genialna, dlaczego sama nie pomyślałam o Molly?- Hermiona nie mogła się nadziwić własnemu niedopatrzeniu- jutro z samego rana do niej napisze. Dziękuje kochana.

Młode kobiety zasiadły do suto zastawionego stołu, przedrzeźniając się i plotkując.

-Moje kochane, muszę was o czymś poinformować- powiedziała Ginny z tajemniczą miną.

-Odchodzę z Harpii z Holyhead

-Ale jak to, przecież to kochasz?!-Pansy nie mogła uwierzyć

Tylko Hermiona nie opanowała zaskoczenie, uważnie przyjrzała się przyjaciółce, której nie widziała od miesiąca. Zwróciła już wcześniej uwagę, że jako jedyna do kolacji nie piła skrzaciego wina.

-Jesteś w ciąży?- Zadała to pytanie, chociaż raczej było to stwierdzenie oczywistego faktu.

- Tak to początek trzeciego miesiąca-euforia aż biła z postawy Ginny- Harry nie może już się doczekać, gdy się dowiedział nie mógł uwierzyć. Że jak to w ciąży? Niby, kiedy? Przecież ja jestem za młody na bycie ojcem jesteś pewna? - Dodała z przekąsem, świetnie udając głos swojego męża.

Przyjaciółki wybuchły zgodnym śmiechem i rzuciły się ściskać i gratulować przyszłej mamie.
Hermiona cieszyła się wraz z przyjaciółką, tylko przez chwilę poczuła bolesny uścisk w sercu, że ona też by chciała zostać matką. Nawiązała z Ginny kontakt wzrokowy, ona jako jedyna ją rozumiała.

-Miona zgodzisz się zostać matką chrzestną naszego dziecka? Wiem, że powinien być przy tym Harry, ale oboje uważamy, że gdyby nie Twoja pomoc nigdy nie bylibyśmy razem.

Młodej kobiecie ze wzruszenia aż odjęło głos. Była w stanie tylko skinąć głową na zgodę. Tym razem to młoda pani Potter rzuciła się na szyję swojej przyjaciółce.

-Dziękuję Ci kochana, zawsze chciałam żebyś to Ty była matką chrzestną naszego pierwszego dziecka. No dziewczyny a teraz powiedzcie, co u was?–Ginny specjalnie odwróciła uwagę od przyjaciółki dając jej czas na przywrócenie maski, pod która ukrywała emocję. Znała ją tak dobrze, chociaż nie zawsze tak było, że Hermiona ukrywała emocję.

- To wojna, rozstanie z moim bratem i praca w ministerstwie tak ją zmieniły-pomyślała gorzko- wciąż pamiętam, z jakim przyjęciem mówiła mi o Krumie, gdy ten na czwartym roku zaprosił ją na bal Bożonarodzeniowy. Porzucając te smutne refleksje Ginny dołączyła do rozmowy.

Po kilku godzinach wspólnego ucztowania Pansy i Luna wspólnie zebrały się do domów. Hermiona została i pomogła uprzątnąć zmęczonej Ginny stół.

-No kochana, to ja też już będę uciekać, widzę, że ledwo na nogach stoisz. Hermiona zaczęła zbierać swoje rzeczy.

-O nie nie kochana zostajesz, nie chce być teraz sama- szybko zaprotestowała Ginny wyginając usta w podkówkę- Chyba nie odmówisz ciężarnej.

-I tu mnie masz- Hermiona się roześmiała. Za nic nie chce mieć myszy w domu.

-Myszy?- zdziwiła się Ginny- Jakie myszy?

-Normalne to taki stary mugolski przesąd. Jeśli odmówisz czegoś kobiecie w ciąży, może nasłać na Ciebie myszy- Z uśmiechem na ustach Hermiona wytłumaczyła Ginny.

Zdecydowały, że będą spać w jednym łóżku jak za dawnych czasów. W ciszy nocy rozległy się głosy szeptem prowadzonej rozmowy. Wiedziały, że sobie mogły zdradzić wszystko, pani Potter zdradziła w końcu targające nią wątpliwości czy poradzi sobie w roli matki. Tylko starsza przyjaciółka była w stanie uspokoić młodą mamę i zapewnić, że świetnie poradzą sobie w tej roli.

-Hermiono a teraz mów o co chodzi, przecież widzę że coś jest nie tak- Ginny surowo spojrzała na przyjaciółkę. Dziewczyna westchnęła nie wiedziała od czego zacząć.

-Ginny, wiesz że ten sierociniec jest dla mnie bardzo ważny. Wiesz jak wiele dzieci po wojnie straciło rodziców. Tak wiem że wraz z Harrym pomagacie Andromedzie w wychowywaniu małego Teddy’ego. Ale co z dzieciakami którzy nie mają nikogo? Jak wiele z tych maluchów trafiło do mugolskich sierocińców. Czasami mam wrażenie że błądzę po omacku. Wciąż poszukuje oprócz dyrektorki też dziecięcego psychologa, a  jedyna osoba która się do tego zgłosiła to Padma Patil. Nie mam nic przeciwko ale to nie jest osoba której szukam. Nie brak jej kompetencji ale jest przy tym taka oschła, to nie jest osobą którą bym zostawiła z grupką maluchów. Hermiona westchnęła, dobrze było wyrzucić z siebie swoje obawy. Oczywiście nie miała zamiaru się poddawać, to w ogóle nie wchodziło w rachubę.

-Miona a Ty? A Twoje  życie?- Ginny rozumiała przyjaciółkę  ale chciała żeby ta odnalazła w życiu szczęście.

-Kochana Ginny, miłość widocznie nie jest mi pisana, dam radę. A właśnie miałam się zapytać udasz się ze mną na Pokątną?  Chciałabym kupić jakiegoś zwierzaka. Po chwili było już słychać jej spokojny oddech.



-Mama na pewno się zgodzi, pomóc Hermionie, po śmierci Freda trochę zamknęła się w sobie. Terapeuta hmm- zgadzała się z opinią przyjaciółki na temat Padmy. Ginny przytulona do śpiącej Hermiony intensywnie myślała. Zdaje mi się, że chyba Pansy, kiedyś wspominała, że zna, jakiego dobrego terapeutę. Będę musiała posłać jutro do niej sowę z tym pytaniem. Z gotowym planem w głowie pani Potter ruszyła w ślady swojej przyjaciółki i spokojnie zasnęła.

wtorek, 15 grudnia 2015

Kochani
 Z góry przepraszam za tak długą nieobecność.Chciałam zakomunikować że niedługo odbędzię sie ponowna premiera rozdziału Pierwszego. Tym razem z poprawkami i ze znaczną zmianą Fabuły.Tak tak w końcu znalazłam cudowną bętę. Nie przedłużając do zobaczenia niedługo Pozdrawiam Villemo

Obserwatorzy